|

|
KRÓTKI
ALFABET "BOBOFRUTOWY" |
|
czyli
historia w jednym kuflu piwa
!!!!!!
|
Arcybractwo
–
to co wydarzyło się gdzieś około 1997 roku zmieniło
bieg życia kilku osób, może nawet kilkunastu. Wszyscy
w jakiś sposób wcześniej mieliśmy do czynienia z
turystyką, ale dopiero nieformalne zawiązanie bractwa
uczyniło wspólne wyjazdy w góry świetną zabawą.
Przebywanie we wspólnym gronie, wypady wszelkie imprezy wiązały
się z planowaniem przyszłości, oraz wspominaniem wcześniejszych
spotkań.
Bobomobil
–
pojawił się w 2000 roku ma za sobą już dwa bobo
wypady i jest pełnowartościowy członkiem bractwa, pędzi
niczym bobofrut
do
sklepu z piwem oby tak
dalej.
Aktualnie na zasłużonej emeryturze
.
Ceremonie
–
jeden z ceremoniałów którą
zainicjowaliśmy tego roku (2001) zakopując butelkę wina
na polu namiotowym w
Hucie Wysowskiej. Miejsce znane uczestnikom drugiego
wypadu ( język za zęby panowie). Oby odkopanie było
bardziej uroczyste niż zakopanie. Dużo orzechów skleroza
nie śpi.
Drogi
–
prowadzą nas do przodu, spotykamy się na nich, rozstajemy
na rozdrożach, czasami są łatwe, suche,
z pięknymi widokami innym razem trudne, pod stromą
górę, błotniste, zaciągnięte gęstymi mgłami. Nasze
drogi to przecież nasze życie.
Eko
– ekologiczne paliwo do bobomobilu.
Flaga
– kawałek nogawki od spodni który
jest z nami na każdym wypadzie. "Wiatr trąca flagę
niczym liść". W 2004 roku flaga doczekała się
nowego bambusowego drzewca. Chwała za to Czarnemu i Marcowi
Góry
–
to
słowo u niejednego wywołuje gęsią skórkę począwszy od
Jury, pogórza przemyskiego, Bieszczady, Beskidy, Tatry,
Sudety a nawet Dolomity i Czarnyhora wszędzie tam but bobofruta
odbił swój ślad.
Historia
– nie samym piwem żyje człowiek,
zawsze z naszych wypadów przywozimy jakąś cząstkę
historii, Łemkowszczyzna, cerkwie, cmentarze z I wojny światowej
są przez nas odwiedzane, zapisywane na zdjęciach, w
poezji, we wspomnieniach każdego z nas.
Internet
– też
pojawił się w naszym bractwie, można do nas pisać na
adres bobofruty@wp.pl,
oraz oglądnąć stroniczkę
z paroma fotkami i nie tylko http://www.gga-bobofruty.prv.pl/
Jedzenie
– jemy to co
mamy, niekoniecznie to co lubimy (kotlet schabowy przeszedł
już do historii)
Kobiety
–
brak
jest w naszych szeregach kobiet, ale nie świadczy to o tym
że nie brały udziału w wypadach, stanowiły
one ( w przeważającej części )
piękniejszą część naszej grupy i co niektóre do
tej pory decydują o
naszych losach (?).
Lina
–
wspinaczka też jest naszą pasją, każdy po trochę
zasmakował smaku prawdziwej przygody. Prządki, skałki
pod Krakowem to tereny gdzie poznaliśmy przypływ
adrenaliny nie wspominam o „MIODOWNIKU”
gdzie powstała bobofrutowa droga o poważnym
stopniu trudności.
Muzyka
–
łagodzi nastroje, zawsze nam towarzyszyła i towarzyszy.
Piosenki Bukowiny,
Bez Jacka, EKT , a w
szczególności bobofrutowe
songi
musi poznać każdy.
Magiczne
miejsca
– to
przede wszystkim Beskid Niski , trudna wymienić wszystkie
miejsca każdy ma swoich faworytów. Polany Surowiczne,
Czarna koło Uścia, Huta Wysowska, Zyndranowa, Banica, Wołowiec,
Wernejówka, Besko to miejsca które szczególnie wiążą
się z naszymi wypadami. Sorry zapomniałem o Suchych
Rzekach w Bieszczadach.
O
kurde
- brak
wpisu
Pogoda
– każda pogoda jest dla
bobofrutów
dobra, każda pora roku jest dobra, jest inna, a co za tym
idzie wyjątkowa a,
pogoda? -
pogoda jest zawsze. Oczywiście najlepsza
„barowa”.
Rok
1990 –
był rokiem przełomowym, wiedza rozrzuciła bobofruty
po
Polsce, nie znaczy to
że kontakty ustały,
w pewnym stopniu było ich mniej ale zawsze myśl o
wspólnym wypadzie jednoczyła nas i mobilizowała do
spotkania. Podział sił nastąpił
na dwa najsilniejsze ośrodki Jarosław i Kraków i
tak trwa do tej pory.
Slajdy
–
słynna kolekcja slajdów Szopa, na których
zanotowano kilka wypadów w Bieszczady, Niski i Tatry oraz w
Karkonosze.
Trunki
–
piwo niema
to jak łyk tego napoju w
upalny dzień, niekoniecznie po słowackiej lub
czeskiej stronie. Również łyczkiem „dobrego” wina nie
pogardzi bobofrut.
Walenie z grubej rury też wchodzi w
rachubę.
U
Wypady
–
ogólna zasada bobowypadu
była następująca: minimum dwóch bobofrutów,
nowi członkowie (w późniejszym terminie
nazwani bobkami) musieli
odbyć przynajmniej dwa wypady
w zaszczytnym towarzystwie dwóch bobofrutów.
Ilu naprawdę jest bobofrutów
nikt nie wie, liczba osób jaka przewinęła się przez
okres 14 lat jest praktycznie nie do policzenia. Oczywiście
wytworzyła się pewna czołówka, ale nie ma to
najmniejszego znaczenia, wszyscy staramy się być dla
siebie tylko i
wyłącznie dobrymi przyjaciółmi.
Zima
-
pora roku
Życie biegnie
dalej, ubywa wody w rzekach, co niektórym pojawiła się łysina
lecz wciąż myślimy
o jednym aby gdzieś wyrwać się z miejskiego gwaru, „
tam gdzie w mech odziany kamień“ usiąść pod Mareszką
i posłuchać wiatru grania, no i oczywiście Dżany.
BOBOFRUTY 2014 |